Wychodzę na powierzchnię, piątkowy wiatr podszczypuje moje policzki, bulgocząca dotąd krew lekko zastyga, płynie powoli niemalże krzepnąc w moich żyłach, w moim sercu. Mróz zamyka mi oczy, skleja rzęsy, nie mogę rozchylić powiek. Moje palce kostnieją, stają się purpurowo-zielone.
A ty podejdź do mnie, dotknij językiem mojej szyi i tak już zostań. A jeśli kiedykolwiek chciałbyś odejść, nie uda ci się to, twoje ciało już na zawsze zrosło się z moim. Zrosło się ciałem, mrozem i lodem, a ten lód roztopiony na języku smakuje jak niebo, smakuje jak ty.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy