sometimes.

najgorzej boli to, że kiedy spotykam cię na ulicy czuję tylko nieodgadnioną radość, że sprawiłam ci tyle przykrości.
jestem okropna, ale czasem mam ochotę podejść do ciebie i powiedzieć, że robiłam wszystko z premedytacją, że wcale nie byłam oderwana od rzeczywistości, że byłam w pełni świadoma tego co robię.
i wiesz co, zrobiłabym to jeszcze tysiąc razy. tak naprawdę nigdy cię nie LUBIŁAM.

a zastanawiałeś się kiedyś co by było gdybyśmy schowali dumę do kieszeni? czy zrobiłbyś to co zrobiłeś? czy ja znowu postanowiłabym się zemścić? czy dowiedzielibyśmy się o tych wszystkich przykrościach zrobionych sobie na wzajem? czy byłoby dobrze? i co najważniejsze, czy bylibyśmy szczęśliwi? no właśnie..

nigdy się nie dowiemy, nigdy nie naprawimy błędów z przeszłości, ponieważ nigdy żadne z nas nie powie o nich głośno, a co gorsza, nigdy się do tych błędów nie przyznamy.












quietly.

najbardziej dobijająca jest bezradność i niewiedza. żadna myśl nie wciska się pomiędzy moje komórki, moje ciało nie jest zdolne do żadnego ruchu, kolejny raz (który to już nie pamiętam) nie wiem co robić, nie wiem co robić bo nie wiem co myślę, nie myślę chyba nic.
choć jest coś, co przed chwilką drapnęło mnie w ramię, schowało się we włosach, wymacałam w ciemności jej twarz, ale nie chciałam odkryć jak ma na imię ona - ta okropna myśl, pojawiająca się zazwyczaj przed snem. nie wiem czy mam się jej bać, bo przecież nie wiem nic.
wessało mnie w swoją otchłań oczekiwanie. myślałam przez długi czas, że czekam bo nie wiesz, tak samo jak ja. myślałam, że ciebie również odwiedziła tudzież nawiedziła ta myśl. myślałam, że podążamy podobną ścieżką nienawiści i niewiedzy.
przerażająco szybko zmieniłam zdanie, które miało dla nas kolosalne znaczenie, teraz już nawet nie wiem czego chciałam, czego chcę, czego od ciebie potrzebuję, czego mi zabrakło.
jestem dla siebie nie wiadomo kim, dla ciebie chyba tym bardziej stałam się nikim.








pewnych rzeczy nigdy sobie nie wybaczę.



just leave me alone


nie dowiemy się nigdy co tamtej nocy kryło się w naszych zapchlonych mózgach.
gdzie było wtedy moja JA, moje własne zdanie, o które tak zawzięcie walczyłam przez całe popołudnie.
 tak naprawdę zrozumiałam co się stało zbyt późno, przecież wtedy było już po wszystkim, nadal jest po wszystkim.
nic się przecież nie zmieniło. a może jednak?
borykam się z konsekwencjami, znów nie mogę pojąć ogromu mojej bezradności, mojej bezsilności.
ty, jesteś nieświadomy swojego nieszczęścia.
nie umiem powiedzieć które z nas zawiniło.

dlaczego? powiedz mi.
dlaczego ludzie są zbyt ciasno skonstruowani. w swoim JA mają jedynie miejsce dla siebie. nie dla mnie. nie dla.. niego? niej?
dlaczego gdy przychodzi zapłacić za swoje błędy nagle znikają jakby ich nigdy nie było?

- po raz pierwszy jestem tak bardzo pusta. - może wręcz przeciwnie? - jeszcze nie wiem, nachodzą mnie wątpliwości, muszę to sprawdzić. - rozwiązanie i tak nie spadnie z nieba. - z nieba, jakiego do kurwy nędzy nieba, przecież kiedy w nie wierzyłam moje życie nie było nawet o gram lepsze. wtedy też nie było, no może chwilowo. zapomnijmy. - przecież i tak to zapamiętasz. nie pozbędziesz się przeszłości, która tak bardzo wpłynęła na twoją przyszłość.

nie mam pojęcia czego teraz potrzebuję, wiem jedynie, ze powinieneś trzymać się ode mnie z daleka. przecież i tak teraz ci tego nie wytłumaczę. nie dorosłeś jeszcze do rzeczywistości.

zbliża się wiosna, u mnie w sercu do wiosny jeszcze daleko, tyle co nigdy, brakuję mi tyle co nic.
zamykam oczy i widzę twarz koloru piątkowej kości, piątkowego ciebie, wczesno grudniowego ciebie i chce mi się po prostu rzygać. moje tętno znacznie przyspiesza, nie umiem powiedzieć jak bardzo cię nie chcę, jak bardzo żałuję, jak bardzo cofnęłabym czas.tęsknie.

nie rozumiem tego, że człowiek może być tak nieludzki jak ja. przepełniony nienawiścią. z moich dłoni ścieka odraza i niechęć. pewnych myśli nigdy sobie nie wybaczę, tej wiosny też sobie nie wybaczę.
tej wiosny, która nadejdzie zaraz po odrażającej zimie z wczesno grudniowym tobą i poduszką w kolorze indygo.










przestań istnieć.

śmiem twierdzić, że zagubiłam się we własnym życiu.
zbyt dużo rzeczy, ludzi i wydarzeń zadziałało na mnie toksycznie, niszcząco. wyryło to zbyt duże rany na mojej teraz już czarnej duszy.
jestem zaślepiona tym całym lepiącym się brudem innych osób, którzy obarczają mnie sobą, problemami.
w pogoni za szczęściem własnym i szczęściem innych, za ideałami nie zauważyłam tego co było oczywiste, co miałam każdego dnia na wyciągnięcie ręki.
może świadomie wyłączyłam instynkt, który jak dotąd nigdy mnie nie zawiódł. może świadomie nie chciałam dopuścić do siebie całej tej cholernej prawdy. nabrałam dystansu, niepotrzebnie, ponieważ o mały włos a straciłabym to co już miałam i to co próbowałam osiągnąć.
jeden błąd a zniszczyłabym swoją przeszłość i teraźniejszość, zburzyłabym również marzenia o przyszłości. straciłabym to co budowałam przez lata.
moje życie składa się teraz z ciągłych dylematów, rozmyślań, z marzeń i wyrzeczeń. nic jednak nie koliduję z moimi uczuciami . a przecież w końcu dostaję to czego chciałam.
czasem chciałabym móc nie kierować moim życiem, chciałabym aby ktoś zrobił to za mnie.
tak wiele bym chciała, a tak niewiele mam. potrafię jedynie ryczeć z bezsilności.





„-Czego się boisz? – zapytał.
W jednej chwili w głowie pojawiły się setki myśli: boję się tego, że będę zwykłym szarym człowiekiem. Tego, że nie spotkam osoby, która uczyni moje życie wyjątkowym. Także tego, że nie będę w stanie dawać radości osobom, które kocham. Boję się życia... Ale najbardziej boję się tego, że nigdy nie zrozumiesz, co chcę Ci powiedzieć, że kocham Cię odkąd Cię poznałam, bo jest to dla mnie za trudne.
-Boję się pająków – odpowiedziała.”






"Przecież jesteśmy poważnymi ludźmi.
Trzeba było zdruzgotać się alkoholem.
Poruchać.
Zrzygać się w żywopłot.
Sukcesy się celebruje, zwłaszcza te zdobyte ciężką pracą."

Obserwatorzy