Piętnaście minut przed północą siedziałam na balkonie i zapaliłam papierosa. Patrzyłam jak pomarańczowy żar zbliża się do moich ust. Jak szybko ten żar pochłania suchy tytoń wraz z bibułką. Działo się to tak szybko, że bałam się, że nie zdąrze się nim nacieszyć.
Piętnaście minut przed  północą porównywałam papierosa do życia i do przemijającego czasu. Widziałam siebie jako dziecko, czułam zapach kremu, którym smarowała mnie moja mama. Czułam zapach skóry mojej babci, która przytulała mnie w gorszych chwilach, a której teraz już przy mnie nie ma.
Piętnaście minut przed północą wspominałam moją pierwszą miłość. Miałam na ustach jego imię, w głowie jego słowa, przed oczami jego twarz. Pamiętałam jego głos, jego oczy, jego usta, pamiętałam jak nieświadomie przygryzał wargi i uśmiechał się do siebie.
Czternaście minut przed północą wspominałam kolejne miłości i utracone przyjaźnie. Wspominałam wzloty i upadki. Miałam przed oczami najpiękniejsze chwile mojego życia, chwile które zapamiętałam, które na zawsze wkradły się w mój umysł.
Czternaście minut przed północą dałam się ponieść fantazji. Marzyłam o przyszłości, widziałam przemijające lata, widziałam smutek i radość, uśmiech i łzy. Widziałam przyjaźń, która mimo upływającego czasu nie wypaliła się.
Trzynaście minut przed północą gasze papierosa i boję się, że wraz z nim zgasiłam to o czym wsześniej myślałam, to co wspominałam i to o czym marzyłam. Boje się, że utraciłam siebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy