Zastanawiam się czy warto jest kogoś obdarzyć bezinteresowną przyjaźnią, oddać się komuś bez pamięci, zaufać, a później stracić i cierpieć. Prawdziwi przyjaciele nie powinni odchodzić, a jednak tak się zdarza.
Kiedy już nastąpi ten moment odejścia zastanawiasz się czy napewno łączyło was to "uczucie", czy była to prawdziwa przyjaźń? Czy dobrze zrobiłaś powierzając komuś swoje życie i sekrety? Czy jesteś aż tak łatwowierna żeby uwierzyć każdemu kto mógłby być dla ciebie kimś więcej niż tylko znajomym? Czy naprawdę to co was łączyło nie było czymś wyjątkowym może inaczej, czy ta osoba nie była wyjątkowa?
Gdy zostaniesz tak strasznie zraniona trudno jest ci się pozbierać, odczuwasz wtedy niesamowitą pustkę, czujesz ból i słyszysz przerażający skowyt, który próbuje wydobyć się z twojego ciała.
To okropne, ja też jestem okropna, ponieważ nie raz zawiodłam, nie raz nie potrafiłam pomóc albo chociażby spróbować to zrobić. Bałam się i nadal się boję wyrażania uczuć, nie chcę żeby ktoś zauważył jaka jestem słaba, biorąc pod uwagę to, że zazwyczaj jestem zimną suką.
Teraz też straciłam przyjaciela i powinnam się tym zająć, ale chyba  nie chce. Jeśli ta osoba odeszła to znaczy, że nie byłam dla niej ważna, nie była warta mojego czasu i zaufania.
Nie żałuje tych dni wspólnie spędzonych, nie zapomnę tych chwil radości i smutku.
Dziękuję za wszystko i przepraszam, że nie próbuję i nie chcę naprawić tego co było.
Nie rozdrapujmy zaschniętych już ran.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy