obnażę przed tobą swoja meandrującą dusze.

Zaklęta w czasie chwila i ja, ja ociekające słońcem i wyuzdaniem. Rozgrzana, rozczochrana i nieodgadniona. Ta chwila to magia, niebezpiecznie szczęśliwa i zagadkowa niczym ja, wypełniona kofeiną dzisiejszego dnia, nadzieją wczorajszego i alkoholem jutrzejszego. Zauroczona jesienią, niepewnością i deszczem, wypluwam poranną rosę i wieczorną mgłę. Uśmiecham się słońcem i wiatrem, odganiając przy tym chmury znad twojej głowy, pozbywając się wszystkiego z twoich myśli. Nie przyszłam po miłość, jestem tu aby prosić o szczęście bo przecież rozumiemy się jak dzieci, pragniemy niczym dorośli, umieramy niczym miłość, a mamy przecież tak niewiele czasu.









po co masz kąsać przeznaczenie?

Tak nieoczekiwanie zmienił się świat.
Noc jest dniem, czarne białym, ja jestem tobą.
Tak naglę zmienia się wszystko, jest niewiarygodnie dobrze, doskonale wręcz.
Ubrana jedynie w czas i księżyc przychodzę do ciebie i błagam o gniew o strach i litość. Popełniam przecież samobójstwo, moja dusza popełnia zbrodnie.
A świat tak piękny kręci się dalej. Poza tym, że odeszłam nie zmieniło się nic. Poza tym, że jestem szczęśliwa nie zmieniło się nic. Poza tym, że  spełniło się jedno z moich marzeń nie zmieniło się nic.
Tak nieoczekiwanie zmienił się jedynie świat, mój świat.





Wychodzę na powierzchnię, piątkowy wiatr podszczypuje moje policzki, bulgocząca dotąd krew lekko zastyga, płynie powoli niemalże krzepnąc w moich żyłach, w moim sercu. Mróz zamyka mi oczy, skleja rzęsy, nie mogę rozchylić powiek. Moje palce kostnieją, stają się purpurowo-zielone.
A ty podejdź do mnie, dotknij językiem mojej szyi i tak już zostań. A jeśli kiedykolwiek chciałbyś odejść, nie uda ci się to, twoje ciało już na zawsze zrosło się z moim. Zrosło się ciałem, mrozem i lodem, a ten lód roztopiony na języku smakuje jak niebo, smakuje jak ty.




Na chuj mi kurwa twoje kwiaty..

wygrzebie łyżeczką do kawy twoje oczy, rozbije ci głowę i palcami zacznę wyrywać mózg, wyrywać z niego myśli o mnie. obetnę ci język żebyś nigdy już nie poczuł mojego smaku, zaszyje zszywaczem usta, ponieważ nie chcę aby w kółko powtarzały moje imię, moje słowa, nie powiesz mi nigdy więcej tego co tak zabawnie powtarzałeś każdego wieczoru. porażę twoje zmysły, poleje cie alkoholem aby każda rana skwierczała nieprzyzwoicie, aby bolało jeszcze bardziej. umarłeś. dobrze, że zrobiłeś to w niedzielę wieczorem, gdybyś umarł rano, całą niedzielę musiałabym siedzieć sama. dobrze się stało dla ciebie i dla mnie. chociaż nigdy nie dowiemy się jak było naprawdę, nigdy przecież nie powiedzieliśmy sobie tego wprost.









Słowa, Słowa, Słowa i Słowa.
jest ich więcej niż myśli, więcej niż mnie.
nie mogę przestać ich wypowiadać, wykrzykiwać, kontrolować, zatrzymać.
one przychodzą i są straszne, bezsensowne i bezczelne.
powiedziałam ich zbyt dużo, powiedziałam nawet coś o czym wcześniej nie myślałam, a teraz zdałam sobie sprawę, że to jedyna rzecz, która ma sens.
to były jedyne słowa, których się bałam, byłam chyba przerażona mówieniem tego, myśleniem o tym.
bałam się, że one usłyszą, one - moje myśli, bałam się, że te słowa wkradną się w moje sny.
Słowa i Słowa.
zabierz je ze sobą, zabierz wszystkie, wszystkie je weź, weź mnie...
...jeśli chcesz.





Umieralnia

Przyszła jesień. przygnębiająca, ponura, niepewna siebie. zgryzła kolor naszej skóry połyskującej jeszcze niedawno w letnim słońcu.
Przyszła jesień. już nikogo nie zdziwią łzy, bo przecież jesień to pora do płaczu. jesienią można płakać, jesienią nikt nie zapyta "dlaczego?", bo ona jest od tego żeby płakać.
Przyszła jesień. zimny deszcz zmyje z twarzy resztki wspomnień, wiatr rozwieje myśli kołaczące się po głowie i wykrzykujące słowa, obrazy i zapachy.
Przyszła jesień. nie byłam przygotowana na to, że razem z nią pojawisz się i ty. ubrany w czerwień moich myśli i żółć moich słów. pachnący mokrą ziemią i mgłą, z rosą na rzęsach i szronem na zaróżowionych policzkach. z drobinkami śniegu na dłoniach, stopach i włosach. nie byłam na to przygotowana naprawdę. zakopuję się w liściach i ziemi. umarłam tylko po to żeby się przed tobą bronić, przed tobą i przed niezdecydowaną jesienią. stworzyłam sobie swoją własną Umieralnie.

Obserwatorzy