Umarłam.
Przywołuje wiele wspomnień.
Zbyt wiele jak dla mnie.
Piętnaście minut przed północą siedziałam na balkonie i zapaliłam papierosa. Patrzyłam jak pomarańczowy żar zbliża się do moich ust. Jak szybko ten żar pochłania suchy tytoń wraz z bibułką. Działo się to tak szybko, że bałam się, że nie zdąrze się nim nacieszyć.
Piętnaście minut przed  północą porównywałam papierosa do życia i do przemijającego czasu. Widziałam siebie jako dziecko, czułam zapach kremu, którym smarowała mnie moja mama. Czułam zapach skóry mojej babci, która przytulała mnie w gorszych chwilach, a której teraz już przy mnie nie ma.
Piętnaście minut przed północą wspominałam moją pierwszą miłość. Miałam na ustach jego imię, w głowie jego słowa, przed oczami jego twarz. Pamiętałam jego głos, jego oczy, jego usta, pamiętałam jak nieświadomie przygryzał wargi i uśmiechał się do siebie.
Czternaście minut przed północą wspominałam kolejne miłości i utracone przyjaźnie. Wspominałam wzloty i upadki. Miałam przed oczami najpiękniejsze chwile mojego życia, chwile które zapamiętałam, które na zawsze wkradły się w mój umysł.
Czternaście minut przed północą dałam się ponieść fantazji. Marzyłam o przyszłości, widziałam przemijające lata, widziałam smutek i radość, uśmiech i łzy. Widziałam przyjaźń, która mimo upływającego czasu nie wypaliła się.
Trzynaście minut przed północą gasze papierosa i boję się, że wraz z nim zgasiłam to o czym wsześniej myślałam, to co wspominałam i to o czym marzyłam. Boje się, że utraciłam siebie.
Jestem egoistką, jestem naiwna i łatwowierna, szczera i zuchwała, bezduszna i zmienna, okrutna i niestała, perfidna i perwersyjna, cyniczna i kłamliwa, lekkomyślna i wyuzdana. Jestem suką, tak cholernie i miażdżąco zimną i złą.
Targają mną dzikie, nieposkromione, wielkie, złe namiętności. Wybuchają, rozpalają się i stygną.
Bije ode mnie pozorna i chłodna obojętność.
Nie jestem łatwa i szybka, nie dam się zwodzić i omotać.
Nie lubię siebie, bo nie umiem poskromić moich myśli, nie umiem ich w sobie zdławić.
Choruje na  bezsenność, choruje na bezradność, choruje na bezczelność, choruje na nienawiść i niezrozumienie.







Wypalam się, wygasam, wyłączam się, odchodzę. Tracę resztkę siebie. Nie tak miało wyglądać szczęście. Zamykam myśli kłębiące się w mojej głowie, niedoskonałe myśli. Krzyczę, przeklinam i krzyczę. Chyba oszalałam. Emocje wydobywające się z moich ust wraz z słowami są nie do zniesienia. Jestem okrutna, ale nie potrafię już tego kontrolować ani zatrzymać. Zaczęło się. Ciebie nie ma i mnie też już nie ma. Zamykam się na przeszłość. Nie chce pamiętać tego czerwca, tych pocałunków, słów, dotyków, spojrzeń, spacerów, nocy i Ciebie.



"...i tak
czasem sobie myślę że
lepiej byłoby gdyby nie było cię
a może nie
a może właśnie mylę się..."
Spróbuj mnie, ale nie smakuj.
Dotykaj, ale nie czuj.
Patrz, ale nie pożądaj.
Weź, ale nie kochaj.
Bądź zły, niech moje zło odbija się w twoich oczach. Bądź podły i mściwy, nie daj mi się omotać. Bądź rozczarowany.
Nienawidź mnie i pragnij. Uciekaj i wracaj.
Spróbuj mnie, dotknij, patrz i weź


a czas niemiłosiernie ucieka..

Obserwatorzy