to żart

rozpromieniam się i rozsypuje, zamykam OCZY i w jednej chwili jestem nikim, może nawet wcale mnie nie ma, ukrywam się w moim schronieniu, w moim pancerzu i przyglądam się powoli jak zółw przemijającemu światu. zamykam się na siebie, obudzę się jak już będę inna.

zmiany, zmiany, zmiany, nie mogę być sobą bo sobą nie jestem, a gdybym była to byłoby źle, lepiej jak mnie w sobie nie ma. niedługo rozkwitnę i znowu się pojawię i nikt mnie nie pozna bo wszyscy o mnie zapomną. i będę NOWA.

a teraz oblewam się kawą, wrzątek parzy mi skórę, może przyjdą po mnie ci co MNIE zmienią, może dadzą mi siebie nową, poparzoną wieczorną, mrożoną KAWĄ. albo napiszą o mnie książkę, która się nie kończy, z której będę mogła zrobić sobie UTOPIE, z którą będę mogła zasypiać w każdy samotny podwieczorek.

ŚMIEJĘ się z przeszłości i przyszłości, teraźniejszości dla mnie nie ma, nie będę się śmiać, zresztą teraźniejszość nie istnieje, dla mnie nie istnieję, jak może istnieć skoro cały czas myślę o tym co było i będzie, jak można śmiać się z teraźniejszości pijąc WCZEŚNIEJ przygotowaną herbatę, DAWNO napisaną książkę, myśląc w co ubiorę się JUTRO. to śmieszne. WRÓCIŁAM.




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy